Moda na zatrudnianie sprzątaczek i pomocy domowych przyszła do naszego bloku całkiem niespodziewanie. Najpierw zaczęły krążyć plotki, że sąsiadka spod jedynki znalazła sobie panią do sprzątania na dochodne, która w jej mieszkaniu zjawia się dwa razy w tygodniu i przez kilka godzin zajmuje się wszelkimi pracami porządkowymi, w tym praniem, prasowaniem i nawet gotowaniem. Plotki były niepotwierdzone, dopóki sama pani Walewska nie przyszła do mojej mamy i nie powiedziała jej, że odkąd zatrudniła sprzątaczkę ma dużo więcej czasu dla siebie i dla swoich pasji. Powiedziała, że pani Krysia (czyli pracownik sprzątaczka Kalisz) jest bardzo tania i za jednorazowe sprzątanie bierze tylko pięćdziesiąt złotych.

Po pani Walewskiej spod jedynki po kolei prawie wszystkie panie z naszego bloku zaczęły zatrudniać u siebie sprzątaczki. Co ciekawe, prawie każda siedziała całymi dniami w domu i miałaby dużo czasu na zaprowadzenie porządku, jednak nie chciała pozostawać w tyle za koleżankami z bloku i też korzystała z usług osoby sprzątającej. Jedynie moja mama i dwie inne kobiety nie uległy modzie i pozostały przy tradycyjnym, własnoręcznym sprzątaniu.

Tak, jak moda na sprzątaczkę przyszła całkiem nagle, tak i ta moda nagle się skończyła. Oczywiście znów zaczęło się od pani Walewskiej, która stwierdziła, że jej sprzątaczka sprząta niedokładnie. Po niej z usług pracownicy utrzymywania czystości zrezygnowała pani Nowakowa, pani Boniewska, pani Marchlewska, pani Szostak i pozostałe gospodynie mieszkające na naszej klatce.

Dodaj komentarz