Och, jak bardzo nie cierpię swojego zajęcia wiedzą jedynie członkowie mojej rodziny i najbliżsi znajomi. W pracy, w której pracuję jako pracownik sprzątaczka Zabrze, w ogóle nie wypowiadam się na temat swoich obowiązków i staram się nie narzekać. Całymi dniami nie mówię nic, tylko z zaciśniętymi zębami wykonuję swoje zadania i modlę się, by godzina W (oznaczająca oczywiście godzinę wyjścia) nadeszła jak najszybciej i uwolniła mnie od tej katorgi, jaką jest sprzątanie.

W życiu sama nie zdecydowałabym się zająć zawodowo sprzątaniem, gdyby nie to, że mój małżonek stracił ostatnio pracę i poszedł na bezrobocie. W obliczu biedy zaglądającej nam w okna i do garnków musiałam schować dumę w kieszeń i iść do pracy. Do żadnego sklepu na kasjerkę przyjąć mnie nie chcieli, bo nigdy wcześniej nie obsługiwałam klientów i nie sprzedawałam. Tak, jakby podanie klientowi czterech bułek i mleka oraz nabicie tego na kasę było jakimś porażająco trudnym zadaniem. No cóż, nie chcieli mnie w sklepie więc w ostateczności postanowiłam zająć się sprzątaniem.

Pracę dostałam w jednej z zabrzańskich firm deweloperskich, w której codziennie muszę uprzątnąć kilkanaście biur, korytarze, łazienki i salki konferencyjne. Roboty jest co niemiara, a warunki finansowe są bardzo kiepskie. Za miesiąc ciężkiej, fizycznej pracy dostaję zaledwie 1400 zł na rękę. Mój mąż w poprzedniej pracy zarabiał prawie dwa razy tyle, a teraz musimy wyżyć za połowę tej sumy. Mam nadzieję, że Rysiek szybko znajdzie nową pracę i będę mogła zrezygnować ze sprzątania.

Dodaj komentarz